PIENIĄDZE KRAJ 14.11.2009

Giełda to najważniejsza prywatyzacja w Polsce od 20 lat

Ministerstwo Skarbu uzyskało w tym roku blisko 5 mld zł. W kolejnym zamierza sześciokrotnie zwiększyć sprzedaż

Aleksander Grad, minister skarbu państwa. Fot. Marcin Obara

Aleksander Grad, minister skarbu państwa. Fot. Marcin Obara

Z Aleksandrem Gradem, ministrem skarbu państwa, rozmawia Paweł Rożyński

Po kontrolny pakiet warszawskiej giełdy zgłosiła się tylko Deutsche Boerse. Niemcy twierdzą, że oferują atrakcyjną cenę, jednak trudno będzie wynegocjować korzystne warunki sprzedaży, gdy w grze jest tylko jeden inwestor branżowy.

Cena jest ważnym kryterium, ale niejedynym. Przedstawiłem pewne warunki prywatyzacji giełdy. Jeżeli inwestor nie będzie ich w stanie wypełnić, nie będę prywatyzował dla samej prywatyzacji. Dla mnie jest to najważniejsza prywatyzacja od 20 lat i chcę, aby kupujący podzielał naszą wizję Giełdy Papierów Wartościowych nie tylko jako centrum regionalnych finansów, ale i instytucji zdolnej do akwizycji. Analizujemy ofertę i nie można już teraz jej oceniać.

Dlaczego uważa Pan, że to najważniejsza prywatyzacja od 20 lat?

Mówimy o giełdzie, o jednym z najważniejszych symboli gospodarki. Prywatna giełda będzie oznaczała zakończenie pewnego rozdziału w historii naszej gospodarki. Będzie symbolem zakończenia pewnego etapu zmian ustrojowych.

W Europie pozostały już tylko trzy państwowe giełdy - na Cyprze, Malcie i w Polsce. GPW, jak każda spółka, musi szukać możliwości rozwoju, ale to, że jej właścicielem jest państwo, coraz bardziej ją ogranicza, a nie pomaga. Rynki na świecie się konsolidują. Naszym celem jest, aby warszawska giełda stała się centrum giełdowym w naszym regionie. Aby tak się jednak stało, musi ona mieć odpowiedniego inwestora, który będzie miał ten sam cel co i my, będzie chciał budować jej pozycję.

Jak szybko skończy Pan rozmowy z inwestorami i sfinalizuje sprzedaż? Oprócz Deutsche Boerse mniejszościowymi udziałami zainteresowane są Pekao i Espirito Santo.

Zależy, jak potoczą się negocjacje, ale wątpliwe, by środki za GPW wpłynęły jeszcze w tym roku.

Nie boi się Pan okrzyknięcia sprzedaży giełdy nową aferą? Materiał jest ku temu idealny - oto niemiecki kapitał przejmuje kręgosłup naszej gospodarki. Mieliśmy już przygrywkę we wrześniu, kiedy CBA próbowało zakwestionować uchwałę o wypłacie dywidendy. Pojawiły się też zarzuty, że przestarzały system transakcyjny Warset obniża wartość sprzedawanej giełdy.

Zarzutu wyprzedaży Niemcom obawiam się w równym stopniu, co oddania Szwedom Bałtyku. W gospodarce nie ma miejsca na tego typu straszenie. Przypominam, że Deutsche Boerse nie jest spółką państwową, a my mamy XXI wiek, w którym kapitał tak naprawdę nie ma narodowości.

Co do poprzednich zastrzeżeń w sprawie sprzedaży giełdy, to proszę zauważyć, że takie pseudorewelacje pojawiły się chwilę przed składaniem ostatecznych ofert przez inwestorów. Ówczesne uwagi CBA oznaczałyby, iż giełdę, którą teraz prywatyzujemy, należy sprzedać inwestorowi z posiadaną przez nią gotówką. A to przecież absurd. Z kolei któryś z posłów PiS napisał donos, że giełda ma wadliwy system transakcyjny. To działanie lobbystyczne. Nie wiem tylko, czy świadome, czy nie. To była sugestia, że mam rozstrzygnąć przetarg przed prywatyzacją, by w ten sposób z góry ustalić, kto będzie inwestorem. Bo dostawcą takiego systemu jest przeważnie inna giełda, czyli ci, którzy chcą kupić naszą giełdę.

Nie udało się sprzedać Enei, teraz słabsze jest zainteresowanie giełdą, z której zakupu wycofało się kilku dużych inwestorów. Końcówka roku nie jest dla Pana najlepsza.

Uważam, że jest dokładnie odwrotnie. W jeden tydzień - jedenaście miliardów! W zeszłym tygodniu byliśmy świadkami największego debiutu w Europie, na którym PGE zdobyło ponad 6 mld zł. A trzy dni wcześniej inwestorzy kupili akcje PKO BP za ponad 5 mld zł. Te pieniądze nie trafią do budżetu, ale to też prywatyzacja. W październiku zakończyliśmy spór z Eureko, który mógł kosztować Polskę miliardy. Tym samym otworzyliśmy drogę dla wielkiego wydarzenia, jakim będzie przyszłoroczna oferta publiczna PZU. Czy to jest zła końcówka roku?

Jednak porażka przy sprzedaży Enei, z której miało być 5-6 mld zł, powoduje, że nie zrealizuje Pan tegorocznego planu przychodów do budżetu w wysokości 12 mld zł.

Nie przejmowałbym się tym. Przyjęty w sierpniu program prywatyzacji ma horyzont 18-miesięczny i to koniec 2010 roku jest naszym celem. Założyliśmy, że w 18 miesięcy pozyskamy 36 mld zł. Przychody z prywatyzacji w tym roku będą oczywiście niższe o przychody z prywatyzacji Enei. W tym momencie mamy ok. 6 mld zł, wliczając w to prawa poboru. W przypadku Enei na placu boju pozostał tylko niemiecki koncern RWE i zrezygnował.

Dlaczego?

Już wcześniej mówiłem, że do transakcji dojdzie, jak oferta sprosta naszym oczekiwaniom. Nie mogłem jednak zgodzić się na zejście z ceny. Pokazałem, że nie jestem pod ścianą. Zamierzam powtórzyć przetarg.

Dopiero jednak w 2010 roku.

Gdy będą znane zaudytowane wyniki finansowe Enei za ten rok. Jednak już w tym roku rozpoczniemy całą procedurę. W ciągu kilku ostatnich tygodni słyszałem mnóstwo bezsensownych argumentów dotyczących prywatyzacji Enei - najpierw, że na pewno Vattenfall kupi, następnie, że na pewno RWE, był też zarzut, że mamy za niską wycenę, a zaraz potem, dlaczego nie prywatyzujemy, bo wycena spada. Podkreślam - prywatyzować będziemy za dobrą, a nie za wszelką cenę.

Ale 12 mld zł było zapisane w budżecie. Wpłynie mniej pieniędzy, a jest w złej sytuacji.

Owszem, będzie mniej pieniędzy z prywatyzacji, ale więcej z dywidend. Najpierw były zaplanowane 3 mld zł, potem, po nowelizacji budżetu, 7 mld zł, a dzięki ugodzie z Eureko nasze możliwości dywidendowe wzrosły do 11 mld zł. Jednak po uzgodnieniach z ministrem finansów podjęliśmy decyzję, że część dywidend będzie realizowana w przyszłym roku.

No właśnie. Wyciska Pan więcej z samych firm.

To nie tak. Ja cały czas pilnuję, by prywatyzacja służyła też firmom i przyczyniała się do dobra całej gospodarki. Np. sprzedaliśmy w tym roku akcje kopalni Bogdanka, PKO BP i PGE. Pieniądze z tych transakcji trafiają jednak do samych firm, a nie do budżetu. To ponad 10 mld zł. Dzięki temu mają środki na nowe inwestycje. To również prywatyzacja, bo udział państwa maleje.

Na jakiej podstawie wierzy Pan, że uda się przyspieszyć prywatyzację w 2010 roku?

Nie można ze 100-proc. pewnością przewidzieć wszystkiego. Przecież może zdarzyć się tak, że jakiś inwestor nawet po wpłacie wadium i wygraniu przetargu raptem się wycofa, prawda? My ciężko pracujemy, aby zrealizować plan, ale z rozsądkiem. Przykład? Zdecydowaliśmy się przesunąć sprzedaż giełdowych resztówek na drugą połowę roku. Efekt: 2,5 mld zł. Może warto porównać przychody z prywatyzacji w ostatnich latach, gdzie 2007 to 1,9 mld, 2008 to 2,4 mld, a do tej pory w tym roku już prawie 5 mld, nie licząc praw poboru. A może lepiej wartość debiutów na GPW? W 2007 było to 0,25 mld, 2008 to już 2,29 mld, a w tym to prawie 12 mld.

Co sprzeda Pan w przyszłym roku w pierwszej kolejności?

Najważniejsze projekty to koncern energetyczny Tauron, grupa chemiczna z Policami i Puławami, sprzedaż do 10 proc. KGHM i akcji PGE.

No i stocznie. Jakie jest zainteresowanie drugim przetargiem?

18 listopada upływa termin wpłaty wadium i to będzie dzień, w którym będziemy znali skalę zainteresowania. Pod koniec listopada odbędzie się już przetarg i wtedy będziemy wiedzieli, kto i czym jest zainteresowany. Z sygnałów, które dostaję od ARP i Zarządcy Kompensacji, wynika, że są firmy, które oglądają majątek, ale od tego do stanięcia w przetargu jeszcze daleka droga.

Wciąż ma Pan poparcie i zaufanie premiera?

Historia pokazała, że minister skarbu, który nie ma takiego wsparcia, nic nie jest w stanie zrobić. To stanowisko trudne, narażone na wszelkie możliwe ataki. Prowadzę teraz 450 procesów prywatyzacyjnych. Aż dziwne, że opozycja czekała dwa lata, żeby mnie zaatakować.

Czy jest Pan gospodarczym liberałem?

Tak. Wyrosłem z prywatnego biznesu i wiem, że jak nie myśli się w kategoriach wolności gospodarczej i własności prywatnej, to daleko się nie zajedzie.

To dlaczego chce Pan sprzedać tylko do 10 proc. akcji KGHM? Dlaczego nie chce Pan całkowicie sprywatyzować PZU, PKO, Lotosu czy Orlenu? Mógłby Pan zebrać ze dwa razy więcej niż 36 mld zł. Po co państwu tak duże udziały?

W PZU chcemy zrealizować ugodę z Eureko i wprowadzić firmę na giełdę. Co do Orlenu, to ma on istotny wpływ na kwestie bezpieczeństwa. To też nie jest tak, że jak się jest liberałem, to chce się na ślepo sprzedawać, wyprzedać wszystko na pniu. W obecnej sytuacji gospodarczej takie podejście nie byłoby rozważne. Proszę mi wierzyć, ten program i tak jest bardzo ambitny. Powstał na podstawie pewnego konsensusu. Zdecydowała Rada Ministrów.

Drukuj | Wyślij

Wykop.pl iconGwar.pl iconLinkr.pl iconDigg icondel.icio.us iconNewsvine iconYahoo MyWeb iconGoogle icon
Na góręNa górę

Komentarze (1)

Wyświetlanie Sortowanie

Giełda to najważniejsza prywatyzacja w Polsce od 20 lat

Autor: Bolo | Data: 15.11.09, 10:23:40

To ten stypendysta Bin Ladena jeszcze istnieje.? Myślałem, że pojechał na pielgrzymkę do Kataru.


Na góręNa górę

(c) by Polskapresse. Wszelkie prawa zastrzeżone.