Bank nie zwraca milionów
WYDARZENIA
18.02.2003
PO UCIECZCE MAKLERA ZA GRANICĘ ŚLEDZTWO I PROCES UTKNĘŁY W MIEJSCU
Dariusz Szereszewski uciekł za granicę latem 2001 roku. Wcześniej jako pracownik Domu Maklerskiego Banku Handlowego w Lublinie obsługiwał klientów z grubszymi portfelami. Straty spowodowane jego działalnością idą w grube miliony złotych. Oszukane przez niego osoby do tej pory nie odzyskały gotówki.
– Przestaję już wierzyć w sprawiedliwość. To wszystko trwa zbyt długo. Pieniędzy nie odzyskałem, oszust hula za moje złotówki za granicą – mówi Jarosław Bąk, jeden z klientów Dariusza Szereszewskiego.
Działaniami maklera interesuje się Sąd Okręgowy w Lublinie. To tam wpłynął pozew przeciwko Bankowi Handlowemu. Powód szacuje swoje straty na ponad cztery miliony, a bank nie chce oddać pieniędzy. Niestety, sprawa utknęła w miejscu. Przesłuchano już część pracowników banku, ale to nie koniec. Sąd nie może wydać wyroku bez przeanalizowania protokołów kontroli, jaką przeprowadzono w lubelskim domu maklerskim. A nikt tych materiałów nie chce udostępnić.
Na początku o przesłanie dokumentów zwrócono się do prokuratury.
– Wiem doskonale, że te dokumenty są w warszawskiej prokuraturze. Niestety, sąd ich nie dostał. Prokuratura zasłoniła się dobrem prowadzonego śledztwa, a czy ktoś pomyślał chociaż przez moment o moich interesach? – mówi Agnieszka Włodarczyk, kolejna ofiara maklera.
Sąd nie rezygnował z wyjaśnienia sprawy. Zwrócił się do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd z prośbą o przysłanie protokołów z kontroli w domu maklerskim. KPWiG odmówiła twierdząc, że w raporcie są zwarte jedynie oceny kontrolujących, a więcej o sprawie będzie można powiedzieć dopiero po zamknięciu postępowania administracyjnego. Miało się ono zakończyć do grudnia 2002 roku. Do dzisiaj sąd nie otrzymał z KPWiG żadnych informacji.
– A co mnie obchodzi postępowanie administracyjne? Nie mogę zrozumieć dlaczego prokuratura ma prawo dysponować dokumentem z KPWiG, a ja w sprawie, w której walczę o swoje pieniądze, nie mogę z niego skorzystać – złości się Agnieszka Włodarczyk.
Lubelski sąd, próbując ustalić co takiego działo się w domu maklerskim, poprosił o pomoc Bank Handlowy. Chodziło o przysłanie wyników badań dotyczących działalności oddziału domu maklerskiego reprezentowanego przez Dariusza Szereszewskiego. Bank powiedział grzecznie, ale stanowczo – nie. Powodem odmowy była obawa o naruszenie tajemnicy zawodowej i bankowej. Sprawa o zwrot skradzionego majątku zawisła w próżni.
W jaki sposób Dariusz Szereszewski mógł bezkarnie okradać swoich klientów? Na to pytanie stara się dać odpowiedź prokuratura. Jak na razie zebrano dowody pozwalające na postawienie mężczyźnie około 10 zarzutów. Makler prawdopodobnie przebywa w USA i nie przejmuje się śledztwem.
– Za Dariuszem Szereszewskim został rozesłany międzynarodowy list gończy – mówi prokurator Maciej Kujawski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Śledztwo prowadzone przez warszawską prokuraturę toczy się powoli. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że z ustaleń badających aferę wynika, iż makler nie działał sam.
– Wykorzystywał on dobrą wolę swoich znajomych z pracy i prosił o różne przysługi, które były sprzeczne z przepisami bankowymi. Ludzie mu nie odmawiali, bo było im głupio sprzeciwić się koledze – mówi nasz informator.
W związku z aferą warszawska prokuratura postawiła także zarzut byłej pracownicy Banku Handlowego. Lublinianka Ewa F. podpisała się na jednym z druczków jako pełnomocnik rachunku. Dzięki temu makler był w stanie pobrać 55 tys. zł. Jednak w porównaniu do wszystkich wyczynów Dariusza Szereszewskigo, kobieta w całej aferze jest tylko płotką.
PS Personalia oszukanych na ich prośbę zmieniłem

Witold Michalak
ŚLEDZTWO
Sprawę maklera bada wydział śledczy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Zawiadomienie o przestępstwie wpłynęło do prokuratury lubelskiej, ale tu sprawa nie zagrzała długo miejsca. Wszystko dlatego, że w lubelskiej jednostce pracowała żona maklera. Sprawę skierowano początkowo do Prokuratury Okręgowej w Zamościu, a stamtąd – jeszcze w 2001 roku – do Warszawy.
USTALENIA PROKURATURY
Jak makler oszukiwał klientów banku
Za pieniądze, które miały trafiać na rachunki inwestycyjne pokrzywdzonych, makler kupował papiery wartościowe na swoje konto. Mężczyzna fałszował zestawienia sald klientów. Pisał na nich, że rachunki są pełne pieniędzy, a w rzeczywistości systematycznie je oczyszczał. Jak wynika z dokumentów, do których mieliśmy dostęp, około połowa transakcji na rachunkach osób oszukanych była wykonywana bez wiedzy ich właścicieli. Oszust dowolnie obracał gotówką. Dariusz Szereszewski wykorzystywał też łatwowierność pokrzywdzonych i brał od nich pożyczki. Ludzie znali go i ufali mu. Byli pewni, że makler niebawem odda im gotówkę. Czekają na nią do dzisiaj. W sumie straty spowodowane przez maklera oscylują w granicach 10 milionów złotych. Niektórzy z klientów maklera stracili nie tylko gotówkę, ale także papiery wartościowe. Były one zabezpieczone przez Bank Handlowy na poczet spłaty kredytu. Dariusz Szereszewski ominął blokadę i przywłaszczył sobie akcje. Bank domagał się zwrotu kredytu, chociaż wcześniej miał zabezpieczyć na poczet jego spłaty papiery wartościowe. Sprawa trafiła nawet do komornika, który zablokował klientowi banku konta firmowe. Egzekucję należności powstrzymał dopiero Sąd Okręgowy w Lublinie.
Inne teksty:
Mieszkają w klatce, marzą o fotelu LUBLIN 19.04
Lekarze odejdą od łóżek 26.05 (43)
Magia ogrodów 25.04
Nauka poszła w las 21.04
Jak mnie nie będzie 13.02
Zauroczyć pecha 13.02 (8)
Gdy myśl o śmierci chwyta za gardło 12.02
Mięczak z Wehrmachtu 12.02
Prawda o życiu Marty 12.02
Wybieramy Lubliniankę Roku 2003 11.02
Komentarze
Na górę